Przejdź do głównej zawartości

Początki są trudne, ale kto się nie ruszy z kanapy, ten nie je...





Początki są trudne, ale kto się nie ruszy z kanapy, ten nie je belgijskich frytek. Albo pizzy. Albo w ogóle. 

 Zawsze chciałam pisać, zawsze było jakieś "ale" (ale ja nie jestem pisarką, ale jest mnóstwo lepszych pisarzy, ale nie jestem wystarczająco dobra, ale i tak się nie przebiję, ale......). Lista jest naprawdę długa. Do tego garść demotywujących artykułów, które podkreślają, że pisanie nie jest dla każdego. I proces zwlekania się zaczął.

Nigdy nie przyszło mi do głowy, że jestem wystarczająca dobra, że nie szkodzi, jeśli się nie przebiję,że nie szkodzi, jeśli nie napiszę książki. Ostatecznie tego nie robię dla basenu olimpijskiego pieniędzy, tylko dla siebie.

Jeszcze nie wiem po co tu jestem

Zaczęłam z nastawieniem "why not", bo w tej chwili już absolutnie nie mam niczego do stracenia. Nie mam wymówki, że praca koliduje, bo ją straciłam (w dniu kiedy to piszę, koronawirus szaleje jeszcze i zbiera żniwa w postaci utraconych etatów). Dzieci nie płaczą, bo ich nie mam. Nie mogę się też bronić tym, że dziś, to już na pewno pójdę na siłownię - bo są zamknięte. Poza tym, pieniądze, które bym wydała na karnet, potrzebuję teraz bardziej na tsunami ekonomiczne, które mnie czeka. 

Chciałam po prostu coś zacząć, oderwać myśli od beznadziejnej rzeczywistości. Nie pisałam się przecież, na Hiobowy byt. Zresztą, jest obecnie tyle nieszczęścia na świecie, że nie wypadłabym wcale bohatersko na tle reszty powiatu, a co dopiero świata. To nie moje nieszczęście jest tym największym nieszczęściem świata, ono po prostu wybiło moją skalę, ale o tym kiedy indziej.

Ale wiem jak być może, to będzie wyglądać

Na pewno nie będzie to miejsce dla wszystkich, to nie Kościół, McDonalds ani Starbucks ; nie zależy mi na ilości, zależy mi, by wreszcie zacząć pisać. Nie liczę na literacką nagrodę Nobla, bloggera roku 2039, najbystrzejsze pióro, czy inną nagrodę. Satysfakcja, która płynie z tego, że coś zaczęłam, jest wystarczająco duża, to jest moja nagroda. 

Nie jestem też szablonowa, poprawna polityczna, ani wysportowana (pizza sama się nie zje, a ja robię co mogę). Zresztą moje doświadczenia mi pokazały, że wyjście na rower z maseczką, to zabójstwo - wielki szacun dla ludzi, którzy jeżdżą w tych maseczkach i przeżyli. 

Chcę jednak, aby to małe miejsce w tym wielkim przerażającym Internecie, były tymi kilkoma gigabajtami bezpieczeństwa dla was, dla mnie, dla tych, którzy tego potrzebują.

Zdaję sobie sprawę, że ten pierwszy post jest niedoskonały. Ale Van Gogh też zdobył sławy od pierwszego obrazu, a Einstein nie został uznany geniuszem przy pierwszym działaniu matematycznym, jakie dokonał. 

To co ? Zaczynamy ?



Komentarze